podróże
RSS
czwartek, 16 maja 2013
NEPAL 2012 – słowo wstępu

W 2012 roku bynajmniej nie odpuściliśmy wyjazdu do Azji. Pojechaliśmy do Nepalu, a bieżącej relacji nie było z prostej przyczyny – przez sporą części naszego pobyty w tym kraju nie mieliśmy dostępu do Internetu. Przez 22 dni wędrowaliśmy wokół Annapurny. Piękna trasa… Więc  teraz po paru miesiącach na podstawie notatek blog uzupełniam.

To był nasz trzeci pobyt w Nepalu. Poprzednie wypadły w 13 i 7 lat temu. Podczas wyprawy w 1999 roku zrobiliśmy część szlaku Annapurna Circuit . Wówczas nie mieliśmy zapasu czasu na całą „pętelkę”, a i trochę brakło nam wiary w siebie. To był nasz pierwszy kontakt z tak wysokimi górami i niebyliśmy do końca pewni jak samodzielnie poradzimy sobie z takim wyzwaniem. Poszło świetnie, a trasa od Nayapul przez Ghorepani, Tatopani, Kagbeni do Muktinath i z powrotem przez Beni (11 dni) na zawsze zostawiła świetne wspomnienia i dużo cennych doświadczeń. A także przekonanie, że do Nepalu wrócimy jeszcze nie jeden raz. Podczas drugiego wyjazdu w 2005 roku w górach w rejonie Everestu spędziliśmy 24 dni. Kolejna porcja niezapomnianych widoków, przeżyć i doświadczeń potwierdzających, że treki w nepalskich Himalajach to jedne z najlepszych przygód jakie nas spotkało w Azji. Potem były jeszcze indyjskie Himalaje i prawie 6 tygodni w Ladakhu oraz w dolinie Spiti. A w 2012 roku przyszła kolejna szansa w postaci promocji Lufthansy. Jeszcze w styczniu kupiliśmy bilety do Delhi z terminem wylotu na drugą dekadę czerwca, a po krótkim rozważaniu „co dalej” i w sumie bez większych wahań dokupiliśmy bilety do Kathmandu.

Wyszło bardzo tanio – od Krakowa do KTM i z powrotem po ok. 2000 PLN na osobę.

Choć to miał być na piąty kontakt z Himalajami to po raz pierwszy wybieraliśmy w środku pory monsunowej. Wracaliśmy „na stare śmiecie” czyli w rejon Annapurny. Tym razem z zamiarem zrobienia bez pośpiechu „pętelki” Annapurna Circuit - od punkt startu w Besisahar aż do Tatopni, czyli ok. 200 km na nogach.

Do wyjazdu mieliśmy sporo czasu. Wykorzystaliśmy go na przygotowania, m.in. wymieniliśmy prawie całą garderobę. Z naszych poprzednich himalajskich doświadczeń wiedzieliśmy, że lekki plecak to absolutny priorytet. Łażenie z wypakowanym klocem powyżej 4000 m to udręka. Kupiliśmy lekką bieliznę termalną, polarki nowej generacji i bardzo lekkie kurtki przeciwdeszczowe. Z tych ostatnich byliśmy szczególnie zadowoleni. Agnieszki kurteczka (Marmot) ważyła zaledwie 250g. Moja niewiele więcej. W sumie po spakowaniu mój plecak – bez górskich butów i sprzętu foto – ważył ok. 8 kg. Agnieszki podobnie. Na treku wagę miała zwiększyć butelka wody i z rzadka jakieś przegryzki. Jedzenia nie zabieraliśmy, apteczka została zredukowana do niezbędnego minimum. Już w Kathmandu przed wyruszeniem na trek jeszcze raz przeglądnęliśmy nasze wyposażenie i wszystko co zbędne zostawiliśmy na przechowanie w hotelu. Ale o tym może w nastepnych wpisach...

To zdjęcie zrobine w Krakowie wybranych rzeczy jeszcze przed ich spakowaniem do plecaka.


16:00, jacekstefanski
Link Dodaj komentarz »