podróże
Blog > Komentarze do wpisu
14.07.2012., Patan, Nepal

Ranek przywitał nas piękną słoneczną pogodą. Dzisiaj postanowiliśmy odwiedzić Patan. Kiedyś było to odrębne miasto i stolica jednego z kilku głównych królestw Doliny Nepalu, a dzisiaj jest już tylko dzielnicą Katmandu. Nawet niezbyt daleką bo położoną ok. 4 km od centrum miasta. Lenistwo podkusiło nas by pojechać taksówką. Zaraz po wyjściu z hotelu na ulicy zakręcili się koło nas taksówkarze wrzucając cenę 400-500 rupii. Targi nie trwały zbyt długo i pojechaliśmy za 250 rupii.

Tutejszy Durban Sq. jest wyjątkowej urody. Pięknie odrestaurowany i w przeciwieństwie do swojego odpowiednika z Katmandu zamknięty dla pojazdów.

Z jednej strony plac domyka budynek Królewskiego Pałacu, w którym znajduje się świetnie zaaranżowana przez Włochów wystawa. Taka historia buddyzmu w pigułce. Naprzeciw pałacu, w centralnej części placu, stoi kilka buddyjskich świątyń. Jedną z nich, Hari Shankar Temple, zdobią rzeźbione podpory dachowe przedstawiające sceny okrutnych tortur i ostrej erotyki…

Świątynie są nadal czynnymi miejscami religijnego kultu licznie odwiedzanymi przez wyznawców buddyzmu i hinduizmu.

 

Także miejscem do odpoczynku i do zadumy…

 

Z patańskiego Durban Sg. rozchodzą się malownicze ulice starego miasta….

 

…na których można spotkać rzemieślników przy pracy i nieco znudzonych sprzedawców darów składanych w świątyniach.

 

Plącząc się w labiryncie starych ulic dotarliśmy do ukrytej między budynkami świątyni, gdzie byliśmy świadkami jednego z dziwniejszych obrządków. Na dziedzińcu stał rząd glinianych naczyń wypełnionych płonącymi trocinami. Pewnie nasączonymi jakąś oliwą. Każdy z pielgrzymów odwiedzających świątynię, uzbrojony w długi kij, z zapałem w nich  grzebał. Niektórym szczęśliwcom udawało się wydobyć niewielką monetę… Na szczęście?... Znak przychylności bogów?…

 

Oczywiście były modlitwy, obrządki, czytanie świętych ksiąg…

 

A wierni opuszczali święty przybytek z charakterystycznym znakiem bindi na czole….

 

Po południu niebo zaciągnęło się burzowymi chmurami. Wyczuwając zbliżający się deszcz schroniliśmy się w knajpie na dachu budynku skąd mieliśmy piękny widok na spłukany ulewą Durban Sq.

 

Deszcz był jak zwykle intensywny, ale nie trwał zbyt długo i wkrótce wyszło słońce…

 

Jeszcze ostatnie zdjęcia dziewczyny wyglądającej się z pięknie zdobionego okna i wracamy do Katmandu…

 

wtorek, 18 czerwca 2013, jacekstefanski
Tagi: Patan

Polecane wpisy