podróże
Blog > Komentarze do wpisu
10.07.2012 r., Tatopani, Nepal

Wysokość osiągnięta na koniec dnia: 1190 m npm, czas wędrówki: 7h 10 min..

Wieczorem rozpętała się burza, a ulewny deszcz padał prawie do rano. Jednak wstający dzień przyjemnie nas zaskoczył. Okna mieliśmy zasłonięte, a zwężająca się w Kaloponi dolina dodawała cienia. Agnieszka pierwsza zwlokła się z łóżka i wystawiła na zewnątrz głowę. Za moment podekscytowana złapała aparat fotograficzny i z okrzykiem „jest genialnie!” pobiegła na dach lodge. I ja wystawiłem głowę i w moment powtórzyłem zachwyt Agi. Był bardzo wczesny poranek, dolina jeszcze zachowała głębokie cienie nocy, ale wysoko w niezwykle czystym powietrzu, mając w tle jasnobłękitne niebo, oświetlone pierwszym słońcem tkwiły śnieżne szczyt Annapurny i Dhaulagiri. Niesamowity widok. Taki, dla którego warto pomęczyć się w górach…

 

Dla równowagi piękna gór poniżej nasz brzydal – Hotel See You.

 

Tak naprawdę to dzisiaj był nasz ostatni dzień treku. Chcemy dojść do wsi Tatopani - co oznacza „gorąca woda”. Jutro stamtąd pojedziemy już busami do Pokhary. Z wioski wyszliśmy żegnani przypadkową gromadką dzieci… I tradycyjnym „hello suger”, hello „schoolpen” i mniej przyjemnym „hello money”…

  … i ciągle oglądaliśmy się do tyłu nie mogąc oderwać wzroku od śnieżnych szczytów, które powoli zaczynały przesłaniać chmury.

 

Droga, albo jak kto woli bardzo szeroka ścieżka, nie ma specjalnych niespodzianek. Zdecydowanie natomiast zmienił się krajobraz. Wczoraj rankiem opuszczaliśmy dość surową krainę, dzisiaj pojawiły się wysokie drzewa i soczysta gęsta zieleń.

Normalnie na drodze panuje może niezbyt intensywny, ale zauważalny ruch samochodów. Teraz jednak trakt był pusty. Zagadka wkrótce wyjaśniła się. Natknęliśmy się na solidne osuwisko kamieni przegradzające drogę. Skutek nocnej ulewy….

Jak się okazało to byłą jedna z wielu kamiennych lawin, które osunęły się ze stromego zbocza. Przy kolejnym tkwił bus po beznadziejnej próbie sforsowania barykady.

Nieco dalej droga została oskalpowana ….

A spadające głazy zabiły bawoła, którego zwłoki właśnie zostały rozparcelowane przez właściciela…

 

 Blisko Tatopani widzieliśmy też akcję ratunkową… Pod ciężarówką odpadł kawałek drogi…

 

Widok ciężkich pojazdów uzmysłowił nam, że choć nadal wędrowaliśmy pieszo to nasz trek właściwie już się skończył. Z trekkerów staliśmy się na powrót przechodniami… Odcinek szlaku od lezącej poniżej Kalopani wioski Ghasa aż po Tatopani nie jest tak interesujący jak cała reszta trasy. Dolina zwężą się. Po jej bokach ostro piętrzą się niższe góry skutecznie zasłaniając szersze widoki. Robi się tak trochę nijako… I jeżeli ktoś ma już mniejszy zapał do pieszej wędrówki to bez większej starty może skorzystać z busa. O ile oczywiście droga będzie przejezdna…

Dla sympatyków różnych „ziółek” ten widok może sprawić wiele radości. Wszędzie przy drodze rosną chaszcze tego zielska…

 Wkrótce pojawił się nasz ostatni przystanek na treku - Tatopani.

 

Ciekawe bo Tatopani zapamiętałem zupełnie inaczej. Więc jakoś byłem zaskoczony obrazem tej wsi. Może dlatego, że wtedy było tutaj pełno turystów, a teraz sprawiało wrażenie pustej osady. Pewnie za trzy miesiące życie do niej znowu wróci.

wtorek, 18 czerwca 2013, jacekstefanski

Polecane wpisy